środa, 30 września 2009
Madonna dla LV

Najnowsza kolekcja Louis Vuitton wywarła na mnie bez wątpienia mniejsze wrażenie niż jej kampania promocyjna. Madonna twarzą LV Jesień/Zima 2009/2010 – szok! Moim zdaniem podpisując z kimś kontrakt promocyjny „kupujemy” nie tylko jego twarz, ale także image. Madonna od wielu lat uparcie buduje swój „pseudokontrowersyjny” wizerunek, który niekoniecznie pasuje do produktów LV i może nie przemówić do osób, które do tej pory uważałam za target marki. A może z kolei właśnie o to chodzi – o rozszerzenie grupy docelowej (tym bardziej, że Madonna pojawiła się także w sesji promującej zeszłoroczną kolekcję jesienną).

 

Autorem zdjęć (podobnie, jak w zeszłym roku) jest Steven Meisel, fotograf amerykański znany głównie z sesji wykonywanych dla amerykańskiego i włoskiego Vogue’a oraz współpracy
z Madonną (!).

Madonna dla Louis Vuitton Fall/Winter 2009/2010
Fot. www.allaboutmadonna.com

 

Porównując zdjęcia z sesji ze zdjęciami z katalogu łatwo zauważyć do jakiego stopnia te pierwsze przekłamują wygląd produktów (chcąc być „politycznie poprawnym” można to także nazwać skutecznością kampanii reklamowej ;)). Najlepiej widać to na przykładzie poniższych zdjęć. Na obu Madonna jest dokładnie w tym samym stroju – cóż…

Madonna dla Louis Vuitton Fall/Winter 2009/2010
Fot. www.allaboutmadonna.com, www.stylefrizz.com

 

Chyba jedynym fajnym elementem tej sesji są Bunny Ears :) Nieoficjalnie stały się one już znakiem rozpoznawczym całej kolekcji.

 

 

PS: Podobnym zaskoczeniem jest dla mnie także wybór Emmy Watson na twarz nowej kolekcji Burberry. Zastanawia mnie czy 19-latka znana w zasadzie jedynie z ról w ekranizacjach Harry’ego Pottera pasuje akurat do tradycyjnego i konserwatywnego wizerunku marki... Pop couture?

niedziela, 27 września 2009
Chains – that’s off the chain!

Skórzane kurtki, leginsy i kozaczko-kowbojki zwiastują nadejście jesieni pod znakiem „rock look”. A jak rock, to również ćwieki, cekiny i łańcuchy. Z tymi pierwszymi sprawa jest bardzo prosta – można je „upchnąć” dosłownie wszędzie. W tym sezonie znajdujemy je na butach, koszulkach, kurtkach, torebkach, kieszeniach spodni, rękawiczkach, paskach, a nawet na krawatach. Z łańcuchami jest już jednak znacznie trudniej. Naprawdę fajnie wyglądają kiedy są stosunkowo grube, wtedy są jednak ciężkie i trudne do wykorzystania. No ale od czego mamy w końcu torebki?! ;)

 

Louis Vuitton w swojej najnowszej kolekcji dodatków prezentowanych w czasie pokazów zaproponował oryginalne sposoby wykorzystania łańcuchów. W jednym z modeli ucho torebki wykonane zostało z łańcucha z perłami, który zaprojektowano na wzór łańcucha rowerowego. Abstrahując od wyglądu całej torebki, która jest zupełnie nie w moim guście, trzeba przyznać, że pomysł jest bardzo innowacyjny i wyróżniający się. (Łańcuch ten wykorzystano także przy projektowaniu biżuterii.)

Louis Vuitton - Monogram Brocade Calliope, Mechanic Pearls Bracelet
Fot. www.louisvuitton.com

Louis Vuitton: torebka – model Monogram Brocade Calliope, bransoletka – Mechanic Pearls Bracelet

Louis Vuitton wykorzystał łańcuchy nie tylko jako uszy torebek, ale także jako element dekoracyjny. W najnowszych projektach pojawiły się „przywieszki” z łańcuchów, przez których ogniwa przeciągnięte są skórzane tasiemki. Choć podobnie jak z Calliope – torebki uważam za trochę „przedobrzone”, to połączenie skóry z metalem wyjątkowo mi się podoba.
Na zdjęciu po lewej model Monogram Double Jeu Neo-Alma (dostępny także w kolorze czarnym), po prawej zaś: Monogram Double Jeu Neo-Noe.

Louis Vuitton - Monogram Double Jeu Neo-Alma, Monogram Double Jeu Neo-Noe
Fot. www.louisvuitton.com


Alexander McQueen w swoje Mini Frame Bag także wykorzystał połączenie metalu ze skórą. Długie ucho składa się częściowo z łańcuszka w kolorze starego srebra, który dalej przechodzi w tradycyjny skórzany pasek. Chociaż torebka ta pochodzi z jesiennej kolekcji 2008, moim zdaniem doskonale łączy trendy właśnie tego sezonu – rock, vintage i military look.
(Podziękowania dla Machovej za udostępnienie torebki do sesji! :))

Alexander McQueen - Mini Frame Bag

McQueen Mini Frame Bag (dostępna także w wersji granatowo-złotej)

 

Na koniec chciałabym pokazać mój typ spośród torebek dostępnych w naszych sklepach. Torebka pochodzi z kolekcji Pepe Jeans (dostępnej także w Peek&Cloppenburg). Stawiam na wygodę, więc torebka jest duża, pojemna i nieprzemakalna (100% nylonu). Najbardziej podobają mi się w niej uszy wykonane z przeplatanego materiałem łańcucha (!!!), brelok-lusterko w kształcie serca i (czego niestety nie widać na zdjęciach) biała podszewka w czarne groszki. Występuje ona w trzech kolorach – czerwonym, żółtym i czarnym. Mój faworyt to rzecz jasna czarny (jak rock to rock ;)), ale niestety udało mi się sfotografować tylko żółtą.

Pepe Jeans - Bernardi A21241, 279zł

Pepe Jeans, model Bernardi A21241, 279zł

17:15, mm_maja_mm , Trendy
Link Komentarze (2) »
czwartek, 24 września 2009
Meet Matte

Sezon jesienny rozpoczął się już na całego – w sklepach pojawiły się pierwsze jesienne przeceny, a pogoda w końcu pozwala na ubieranie łupów z ostatnich dwóch miesięcy. Skoro wiemy już, jak będziemy się ubierać przez najbliższe pół roku, to może warto teraz poświęcić chwilę uwagi „dodatkom”. Do nich bez wątpienia zaliczyć można paznokcie – dodatek niedoceniany, ale ważny (o ile nie najważniejszy), bo w końcu trudno się z nim rozstać ;) Obserwując z jakim zaangażowaniem (i notabene zazwyczaj kompletnie bezkrytycznie) każdego sezonu w Polsce analizowane są najnowsze trendy w modzie, zastanawiam się czemu malowanie paznokci nadal postrzegane jest w większości przypadków jako ekstrawagancki sposób marnowania czasu.

Po modzie na wszystko, co błyszczy i migocze, na brokat, na holograficzne 3D i na neonowe kolory przypominające dziecięce pisaki, tej jesieni przyszedł czas na coś znacznie bardziej eleganckiego. Ku zaskoczeniu wszystkich, którzy myśleli, że nic nowego nie można już wymyślić, firmy liczące się na rynku manicure okrzyknęły ten sezon sezonem matowych paznokci.

 

Amerykańska firma OPI (osobiście moja ulubiona) wykorzystała popularne i chętnie kupowane kolory z wcześniejszych lat i utworzyła dwie minikolekcje – zamszową Suede i creme OPI Matte.

W Suede kolory są bardzo ciepłe i nasycone, powiedziałabym, że typowo zimowe i idealnie pasujące do zamszowych kozaczków (jednego z moich ulubionych must-have tego sezonu :)).

Suede, OPI Fall 2009
Fot. www.opi.com

Od lewej: Lincoln Park After Dark Suede, You Don't Know Jacques Suede, Russian Navy Suede, We'll Always Have Paris Suede, Suzi Skis In The Pyrenees Suede, OPI Ink Suede

Mój faworyt to zdecydowanie Russian Navy Suede, ale być może dlatego, że za sprawą nowej kolekcji Venezii zaczęło podobać mi się wszystko, co jest matowo-granatowe ;) Po nałożeniu topcoat’u lakiery nabierają metalicznego blasku, a gruby shimmer nadaje im trójwymiarowego wyglądu (ale oczywiście nie spodziewajmy się efektu na miarę holografików!).

Spośród sześciu Mattes najbardziej oryginalny jest Gargantuan Green Grape. Dla mnie jest numerem jeden tej kolekcji i osobiście rozważam jego zakup :) Jako wierna fanka koloru fuksjowego muszę jednak dodać, że kultowy La Paz-itively Hot w wersji mat jest także godny uwagi (szczególnie, że na paznokciach wychodzi naprawdę neonowo).

Matte, OPI Fall 2009
Fot. www.opi.com, www.nailgal.com

 

Zoya także podążyła za trendami. Limitowana edycja jesienna – Zoya Matte Velvet Collection Fall 2009 zawiera dwa odcienie antracytowe oraz jeden buraczkowo-purporowy (dosyć staroświecki, jak go określiła Scrangie – przywodzący na myśl drogi wiktoriański wystrój wnętrz ;)). Z kolei w kolekcji zimowej – Zoya Matte Velvet Winter Collection 2009 –pojawiły się trzy kolory shimmer. W porównaniu z OPI propozycje Zoya wypadają moim zdaniem niestety niezbyt interesująco…

 

Ku mojemu zaskoczeniu, nawet nasz polski Inglot wprowadził do swojej oferty kilka creme matów (choć raczej nazwałabym je półmatami). Niestety wybór kolorów nie był zbyt trafiony i w połączeniu z matową powierzchnią wyglądają dosyć tandetnie.

 

Na koniec dobra wiadomość! Jak to zwykle z modą bywa – szybko przemija. Doskonałym rozwiązaniem jest więc zamiana matowych lakierów na zmatawiający topcoat. Dzięki temu każdy ulubiony lakier można zamienić na trendy głęboki mat. Do wyboru mamy Matte Magic Topcoat od China Glaze i Matte About You od Essie.

19:55, mm_maja_mm , Nails...
Link Komentarze (1) »
środa, 23 września 2009
Bee-Bopy

Myśląc o Donnie Karan czuję staroświecko-grapefruitowy zapach kojarzący mi się z dzieciństwem. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że w kolekcji DKNY mogłabym znaleźć coś szczególnie przykuwającego moją uwagę (mówiąc szczerze nigdy nie starałam się nawet tego sprawdzić ;)). Jednak ostatnio, zupełnie przypadkowo, trafiłam na coś, co jest bez wątpienia godne uwagi.

Kalosze – z pozoru nic szczególnego, ale w ciągu ostatnich dwóch, trzech lat stały się naprawdę kultowe. W kolekcji Jesień ’09 DKNY pojawiły się kaloszo-oficerki (model Bop) i kaloszo-kozaczki za kostkę (model Bee). Biorąc pod uwagę markę, ich cena jest stosunkowo przystępna (odpowiednio $135 i $125).

Mnie oczywiście najbardziej podobają się żółte oficerki, ale w gruncie rzeczy wszystkie są fajne, oryginalne i równocześnie (co rzadko się zdarza) praktyczne. Są naprawdę godną zimową alternatywą dla kolekcji Vivienne Westwood dla Melissy :)

 

model Bop, dostępne kolory: szafranowy, gazetowy (sic!) i czarny

DKNY Bop, $135
Fot. www.dkny.com

 

model Bee, dostępne kolory: niebiesko-fioletowy (choć osobiście nazwałabym go śliwkowo-morskim) i szafranowy

DKNY Bee $125
Fot. www.dkny.com

 

Przeglądając resztę jesiennych rzeczy łatwo zauważyć, że Bee-Bopy bardzo odstają od klimatu całej kolekcji. Są znacznie bardziej modernistyczne, bardziej kolorowe, bardziej młodzieżowe – są po prostu „bardziej”. Mam nadzieję, że nie był to tylko „wypadek przy pracy” i DK pojawi się jeszcze na tym blogu w przyszłości.

Dzieciorośli…

Jak to zwykle bywa ze „spolszczonymi” nazwami – brzmi bardzo głupio. Po angielsku zaś już znacznie lepiej – kidults. Chociaż podobno termin ten powstał już ponad dwadzieścia lat temu, w Polsce jest stosunkowo rzadko używany i definiowany w sposób niekoniecznie zachęcający do przyznania się do „przynależności” ;) „Zdziecinniały dorosły”, phi!

Choć może tak to zabrzmiało, nie planuję tutaj bynajmniej snuć żadnych rozpraw socjologicznych ;) Ten blog założyłam żeby pisać o modzie, o tym, co mi się podoba i o tym, co wydaje mi się szczególnie żenujące (tego drugiego jest oczywiście znacznie więcej, ale postaram się zachować zdrowy umiar). Przypuszczam, że efekt tego będzie taki, że stanie się on odbiciem mojego własnego stylu. Na dowód tego, swoją pierwszą notkę postanowiłam poświecić czemuś, do czego mam wyjątkową słabość – modzie inspirowanej kreskówkami.

Po wczorajszych zakupach doszłam do wniosku, że najbardziej „kidultowym” sklepem na naszym rynku jest Oysho. Chociaż w ich ofercie znaleźć można w zasadzie jedynie bieliznę, piżamy i tak zwane homewear, to znajduje się ono bez wątpienia w dziesiątce moich ulubionych marek. Każda szanująca się kidultka musi mieć bowiem przynajmniej jedną rzecz z Hello Kitty, Pszczółką Mają (no już szczególnie ja :)) albo Myszką Miki i jedną parę trampek…

Poniżej zdjęcie mojego numeru 1 spośród dodatków z kolekcji Oysho Jesień/Zima ’09. Z bólem serca muszę jednak przyznać, że na zdjęciu wygląda odrobinę lepiej niż w rzeczywistości.

Oysho, 79,90zł

Cała wyszywana połyskującymi minikoralikami! Oysho, 79,90zł
Fot. www.oysho.com

 

 

PS: Pierwsza notka za mną, uff… Dedykuję ją mojej Siostrze, ponieważ: 1) zmobilizowała mnie do założenia tego bloga, 2) bardzo dobrze rozumie (i podziela ;)) moją słabość do trampek i Hello Kitty ;)

17:14, mm_maja_mm , Shopping
Link Komentarze (1) »
Find me on Polyvore