środa, 23 września 2009
Dzieciorośli…

Jak to zwykle bywa ze „spolszczonymi” nazwami – brzmi bardzo głupio. Po angielsku zaś już znacznie lepiej – kidults. Chociaż podobno termin ten powstał już ponad dwadzieścia lat temu, w Polsce jest stosunkowo rzadko używany i definiowany w sposób niekoniecznie zachęcający do przyznania się do „przynależności” ;) „Zdziecinniały dorosły”, phi!

Choć może tak to zabrzmiało, nie planuję tutaj bynajmniej snuć żadnych rozpraw socjologicznych ;) Ten blog założyłam żeby pisać o modzie, o tym, co mi się podoba i o tym, co wydaje mi się szczególnie żenujące (tego drugiego jest oczywiście znacznie więcej, ale postaram się zachować zdrowy umiar). Przypuszczam, że efekt tego będzie taki, że stanie się on odbiciem mojego własnego stylu. Na dowód tego, swoją pierwszą notkę postanowiłam poświecić czemuś, do czego mam wyjątkową słabość – modzie inspirowanej kreskówkami.

Po wczorajszych zakupach doszłam do wniosku, że najbardziej „kidultowym” sklepem na naszym rynku jest Oysho. Chociaż w ich ofercie znaleźć można w zasadzie jedynie bieliznę, piżamy i tak zwane homewear, to znajduje się ono bez wątpienia w dziesiątce moich ulubionych marek. Każda szanująca się kidultka musi mieć bowiem przynajmniej jedną rzecz z Hello Kitty, Pszczółką Mają (no już szczególnie ja :)) albo Myszką Miki i jedną parę trampek…

Poniżej zdjęcie mojego numeru 1 spośród dodatków z kolekcji Oysho Jesień/Zima ’09. Z bólem serca muszę jednak przyznać, że na zdjęciu wygląda odrobinę lepiej niż w rzeczywistości.

Oysho, 79,90zł

Cała wyszywana połyskującymi minikoralikami! Oysho, 79,90zł
Fot. www.oysho.com

 

 

PS: Pierwsza notka za mną, uff… Dedykuję ją mojej Siostrze, ponieważ: 1) zmobilizowała mnie do założenia tego bloga, 2) bardzo dobrze rozumie (i podziela ;)) moją słabość do trampek i Hello Kitty ;)

17:14, mm_maja_mm , Shopping
Link Komentarze (1) »
1 ... 21 , 22 , 23
 
Find me on Polyvore